top of page
Search

Pułapki duchowości

  • Writer: Paweł Zając
    Paweł Zając
  • Mar 26
  • 4 min read

Poniżej kopia niesamowicie mądrego tekstu piosenkarki Shataqs


Od kilku lat przyglądam się, jak powstają coraz to nowsze warsztaty i szkolenia, na których ludzie przekazują sobie cenną wiedzę o rozwoju. Pojawia się coraz więcej pięknych rozmów i podcastów. Coraz częściej, kiedy spotykam ludzi – w jakiejś podróży, w banku czy w sklepie – pojawiają się rozmowy o pracy nad sobą, rozwoju, świadomości. Ludzie mówią o ego, o energii, o diecie, medycynach, o życiu i miłości, o spowolnieniu, odpuszczeniu, o zmianach, o większym delektowaniu się teraźniejszością i życiem w „tu i teraz” itd.


Brałam udział w wielu takich rozmowach. Wypowiadane słowa zawsze były ciekawe, ale jeszcze ciekawsze okazywały się drobne zachowania, nieuświadomione ruchy i reakcje na sytuacje, które – jak się to potocznie mówi – „triggerują” człowieka i wywalają na wierzch jego „brudy”. Ogromna liczba osób ma niesamowitą wiedzę i świadomość mechanizmów, schematów i programów. Potrafią o tym opowiadać, brzmią bardzo mądrze, ale duża część nie umie tego praktykować. Zatrzymują się na samym przekazywaniu cennej wiedzy.


Są jak radio – przekaźnik. Nadają ciekawe treści i przekazują piękne narzędzia innym dając im możliwość rozwoju, ale sami z nich nie korzystają. To zjawisko jest niezwykle interesujące.


Niejednokrotnie inspirowałam się słowami kogoś, kto zaraz po ich wypowiedzeniu zachowywał się dokładnie odwrotnie, niż przed chwilą deklarował – i nawet tego nie zauważał. Za każdym razem zaskakuje mnie, że ktoś, kto ma tak cenne narzędzia, nie potrafi z nich korzystać.


Brak umiejętności obserwacji i głębokiego rozumienia, jak daną wiedzę „zilustrować” w swojej głowie, by za pomocą wyobraźni stworzyć konkretne scenariusze zastosowania jej w swojej rzeczywistości, sprawia, że ludzie nie przechodzą prawdziwej transformacji. Stają się osobami mówiącymi o zmianach, a nie wprowadzającymi je w życie. Zmiany pozostają powierzchowne.


Ciekawym zjawiskiem jest też silna tendencja do naciągania interpretacji posiadanej wiedzy i filozofii, aby ukryć pod nimi brak chęci wykonania realnej pracy nad sobą. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, kiedy ktoś, mający sporą wiedzę i przekonanie na temat np. stawiania oraz chronienia granic, robił to w taki sposób, że odbywało się to kosztem granic innych ludzi. Tak mocno naciągnął sobie pewne teorie, że uwierzył, iż stawianie i ochrona granic dotyczą wyłącznie jego samego i mają go bronić przed światem, zamiast służyć współtworzeniu jedności z innymi.


Często wybiera się tylko fragment wiedzy, wygodny dla własnego celu, a pomija się resztę, która to często odgrywa najistotniejszą rolę by zrozumieć źródło. Dzieje się tak gdy człowiek działa z miejsca braku, z niezagojonej rany i z nieuznanych prawd na swój temat. Człowiek potrafi schować się pod ideologią, naginając jej interpretację, aby ukryć brak chęci wykonania pracy nad sobą, niskie poczucie własnej wartości i swoje lęki.


Kilka lat temu bardzo obudziła mnie historia pewnej matki, przepełnionej wiedzą o jedności, wspólnotach, naturalnym wychowywaniu dzieci blisko natury, z dala od toksyn, stresu i przemocy. Mieszkała z dala od miasta w systemie tzw. "samowystarczlności", w warunkach tak trudnych, że zwykłe czynności egzystencjalne, jak umycie się, ugotowanie obiadu czy pozmywanie naczyń, bywały niekiedy sporym wyczynem, wymagającym ogromu czasu i energii.


Z przemęczenia, które było łatwe do przewidzenia, zaczęła odpychać własne dziecko, żeby znaleźć choć odrobinę przestrzeni dla siebie, by najzwyklej, odpocząć. Było dla mnie bardzo poruszające obserwować, jak w czasie spotkań, siedząc przy ognisku, potrafiła mówić do ludzi o wspaniałych ideologiach, które porywały mnie w inspirujący świat, a jednocześnie w jej codziennym życiu dochodziło do takiej przemocy wobec dziecka, że wyrastał w nim podręcznikowy syndrom dziecka odrzuconego – trauma na całe życie i wielka rana do uzdrowienia w przyszłości.


Byłam jedyną osobą w towarzystwie, która odważyła się skomentować to, co widzi, próbując zaproponować jakieś rozwiązanie. Jedyne, co usłyszałam z ust tej kobiety, brzmiało: „Ale dusza mojego dziecka wybrała sobie taką matkę”. To było jak grom z jasnego nieba. Olśniło mnie wtedy, jak łatwo, pod płaszczykiem duchowości i nagromadzonej wiedzy, można ukryć brak chęci wzięcia odpowiedzialności za siebie, za swoje działania i wybory – i świadomie krzywdzić drugą osobę, żyjąc w przekonaniu: „Moje dziecko sobie to przerobi”. Jak łatwo można piękną duchową teorię o tym, że nasza dusza wybiera dla nas określoną drogę, byśmy mieli szansę dostrzec sens zdarzeń i okoliczności, stanąć w roli kowala, a nie ofiary, i przekształcać swoje rany w coś życiodajnego – zamienić, poprzez naciągniętą interpretację, w usprawiedliwienie zachowań, które innym to życie odbierają.


Mamy prawo do słabości, ale i obowiązek odpowiedzialności. Musimy sami zadbać o to, by przyszłe pokolenia nie płaciły za nasze błędy.

Idąc takim zakrzywionym tokiem myślenia, zaczęłam się z przekąsem zastanawiać, że każdy fachowiec, który podczas ostatniego remontu po powodzi spartaczył u mnie robotę, mógłby powiedzieć: „Ale pani dusza wybrała sobie takiego fachowca”. Zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i oszustwo, mógłby próbować wymigać się taką „duchową” wymówką. Podobnie dzieje się z kobiecością i ruchem jej uzdrawiania – ale tego tematu nie poruszę teraz, bo ten tekst rozrósłby się o kolejne metry.


Żyjemy w czasach dostatku wszystkiego. Mamy dostęp do tak potężnych narzędzi i tak wielkiej wiedzy, że moglibyśmy całkowicie odmienić losy ludzkości. A jednak nie umiemy z tego korzystać.


Podejrzewam, że problemem jest brak zdolności głębokiego czucia. To właśnie czucie pozwala nam reagować, podążać za życiem i testować go. Dzięki niemu łączymy się ze sobą i z innymi ludźmi. Czucie otwiera nas na to, co subtelne – umożliwia dostrzeganie energii, niuansów, niewypowiedzianych komunikatów. Kiedy się naprawdę czuje, nie trzeba tak wiele myśleć – po prostu wie się, gdzie są granice, dokąd można zajrzeć, a gdzie nam nie wolno, co warto w danej chwili komuś powiedzieć, a jakie słowa lepiej zatrzymać dla siebie. Uczy nas poprawnego zachowania. Głębokie czucie jest w istocie formą widzenia. Tworzy empatię.


Niestety to piękne głębokie czucie jest blokowane przez traumy, podczas których przeciążeniu i rozregulowaniu ulega układ nerwowy. Dochodzi do tak zwanego zamrożenia. To zjawisko jest czysto medyczne i bardzo naturalne. Aby przetrwać skrajnie trudną emocjonalnie sytuację, człowiek musi się na ten czas odciąć od odczuwania. Problem w tym, że po ustaniu zagrożenia wielu nie potrafi już do tego czucia wrócić. Potrafią utknąć w odseparowaniu od siebie na lata, zwłaszcza gdy zagrożenie trwało długo.


Ludzie przestają czuć – pozostaje im tylko myślenie. Stąd tak wielki wysyp osób pięknie przemawiających o rozwoju, a tak niewiele naprawdę żyjących tym, co głoszą. Zamiast autentycznej przemiany pojawia się odgrywanie roli „przebudzonych” i „oświeconych”, podczas gdy w rzeczywistości są uwięzieni w ładnie, ezoterycznie udekorowanym labiryncie powtarzających się schematów, który wciąż prowadzi ich w to samo miejsce – w przestrzeń zagubienia i braku własnej tożsamości.


ShataQS

zdjęcie: @Przemysław Jękosz

 
 
 

Comments


bottom of page